yerba mate, przygody ze sklepem

Do różnej jakości obsługi sklepów (tradycyjnych i internetowych) niestety już musieliśmy się przyzwyczaić. Praca urzędów, rzeczników praw konsumenta nie wydaje mi się na tyle skuteczna, żeby dalej o nich cokolwiek pisać. Przeciętnemu „klientowi” pozostaje więc nierówna walka z mniej lub bardziej uczciwymi handlowcami.
p1112023-1_a.jpg Część (nie jestem w stanie określić jak duża) konsumentów skazana jest na dobrą wolę i łaskę serwisów, punktów obsługi, anonimowych infolinii. Sam, jako konsument spotykam się na co dzień z czasami bardzo dziwnym sytuacjami i zachowaniami.
Ostatnio miałem (teraz nie wiem czy przyjemność) przebywania w pewnym lokalu, podającym Yerba Mate. Sympatyczna atmosfera, specyficzna obsługa, ceny przeciętne – w miarę OK. Po spróbowaniu „ziółek” stwierdziłem, że warto zakupić „zestaw startowy”. Ziółka, kubek i bombilla. Kubek ładny, drewniany, obity skórą. Cieszyłem się nim 2 dni. Później zaczął przeciekać. Zadzwoniłem do właściciela i zaczęły się schody.
Najpierw, że to nie ich wina, że nie mają wpływu na takie produkty (dodam, że na opakowaniu nie ma śladu po importerze, czyli działają niezgodnie z polskim prawem). Jak rzuciłem kilkoma przepisami, to rozmowa „zmiękła”. Pozwolono mi przynieść kubek, w celu wymiany. Pan sprzedawca stwierdził, że ma takie na stanie (w identycznych zestawach co ja kupiłem) i wymieni. Po kilku dniach pojechałem do sklepu – Po „szefie” ani śladu. Dwie młode dziewczynki oczywiście o niczym nie wiedziały i dzwoniły, chichotały, aż moja oschłość i zasadniczość je speszyła i poddenerwowała. Cwany Pan Przedsiębiorca przez telefon poinstruował swoje „pracownice”, żeby zaproponowały mi inny kubek – nie muszę dodawać, że już na oko widać tandetę i niższą cenę. Stwierdziłem, że poczekam na taki jak kupiłem. Poprosiłem o wypisanie pokwitowania i wyszedłem. W treści tego posta wklejam zdjęcie potwierdzenia – na razie z zamazanymi danymi przedsiębiorcy – poczekam jeszcze kilka dni na reakcję. Jakość potwierdzenia pozostawiam do oceny czytelnika. Jeżeli jej nie będzie, to zrobię odpowiednią „reklamę” w wyszukiwarkach temu Panu.
Po raz kolejny przekonałem się, że polscy przedsiębiorcy liczą tylko i wyłącznie na zysk i wyrolowanie klienta. Za nic w nich chęci zatrzymania klienta, próby usatysfakcjonowania, etc, etc. Na razie czekam na reakcję – mam nadzieję, że jednak mile zostanę zaskoczony – szkoda, że pierwsze wrażenie zniszczone.

podziel się ze znajomymi

8 comments for “yerba mate, przygody ze sklepem

  1. piątek, 11 Styczeń, 2008 at 8:36

    Dane firmy mogłeś zostawić bez zamazywania ;)

  2. piątek, 11 Styczeń, 2008 at 9:21

    przyjdziesz po tykwę w skórze? to tylko dresów nie zakładaj bo wtedy nowej nie dostaniesz :-) (ubiór niezgodny z pokwitowaniem)

  3. piątek, 11 Styczeń, 2008 at 11:13

    mnie też ta karteczka rozwaliła… ani daty, ani poprawnej polszczyzny, nie ma to jak profesjonalne podejście…:)

  4. poniedziałek, 14 Styczeń, 2008 at 2:13

    hmm zakładając, że miasto, które podałeś w profilu naszej-klasy jest miastem, gdzie znajduje się ten lokal, mam nadzieję, że nie jest nim Pracovnia ? :)

  5. poniedziałek, 14 Styczeń, 2008 at 2:28

    Jest to Warszawa (swoją drogą jak to teraz łatwo człowieka namierzyć) i nie jest to Pracovnia – tak czy inaczej w niedzielę rozmawiając ze znajomymi postanowiłem, że podam dane sprzedającego, ale po załatwieniu sprawy – od razu z opisem…

  6. yerbaboy
    środa, 20 Luty, 2008 at 21:08

    w sumie to sie trochę czepiasz, w przypadku naczynek do mate to już tak jest że nikt odpowiedzialności za nie brać nie chcę – większość z nich prędzej czy później przecieka, pęka itd… cóż to są przecież zwykłe owoce.
    W żadnym sklepie internetowym jeszcze nigdy takiej reklamacji mi nie uwzględnili… ale podziwiam Twój dar perswazji

    powodzenia

  7. środa, 20 Luty, 2008 at 22:33

    dar perswazji? po prostu znam swoje prawa. nie dość, że nie dostałem instrukcji obsługi (może to śmieszne, ale polskie prawo nakłada obowiązek dostarczania tego klientowi), nie było nawet na opakowaniu importera, zastrzeżenia, że produkt może się łatwo uszkodzić.
    inną kwestią jest odpowiedzialność sprzedawcy. każdy produkt musi mieć gwarancję (rękojmi nie ma już w handlu b2c od kilku lat), poza tym istnieje zapis w prawie mówiący o 2 letniej zgodności produktu z pierwowzorem (np. jeśli sprzedawca sprzedaje kubek jako nieprzeciekający, to takowy musi przez te 2 lata spełnić swoją funkcję).
    oczywiście trochę oderwane od rzeczywistości są rzeczy, o których mówię, ale nikt nie mówił, że prowadzenie biznesu w Polsce jest łatwe.

    kolejną kwestią jest renoma – co z tego, że przegrałbym w sądzie – w tym czasie kilkadziesiąt osób zniechęciłbym do zakupów, a jak wiadomo: złe opinie są dużo bardziej wyraźne, niż te pozytywne…

    na koniec: nie pytaj czy mogą Ci coś wymienić, pytaj w jakim czasie mają zamiar to zrobić, bo ty nie lubisz czekać:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *