wrażenia z ubuntu

W okolicy początku maja 2008 roku postanowiłem zainstalować najnowszą wersję UBUNTu – 8.04 Hardy Heron. Po ściągnięciu obrazu ISO płyty CD od razu ją wypaliłem i przeszedłem do etapu instalacji. Była to w sumie zabawa i po kilkunastu minutach system siedział już w odpowiednim miejscu na dysku, tuż obok Windows’a XP. Na początku pracy była euforia – w końcu wszystko działało jak należy. Dłuższa praca na baterii, teoretycznie większa stabilność, brak wirusów. Po jakimś czasie laba się skończyła i trzeba było przejść do codziennej pracy. Schody się zaczęły.

Notoryczne aktualizacje. Rozumiem, że system musi być stabilny i napisany w sposób perfekcyjny, ale instalacja trzeci z rzędu dzień tego samego oprogramowania tylko z update do poprzedniego update może być irytująca. Nie wspomnę o systematycznym wklepywaniu hasła przy każdorazowej takiej czynności. Skąd ja mam wiedzieć, że to wszystko mi potrzebne? Wypada mi dodać, że i wielkość tych aktualizacji jest niczego sobie. Kilkadziesiąt megabajtów, to standard. Na łączuADSLowym, albo kablowym nie ma problemu, ale przy połączeniu UMTS to ucieka całkiem sporo cennego transferu.

Niespójne aktualizacje. Jeśli programy są instalowane ręcznie (inaczej niż przez menadżery pakietów), to automatyczna aktualizacja ich nie obejmuje. System codziennie zasysa duże ilości danych, a aktualizacjami nietypowego oprogramowania martw się sam.

Dużo do ustawiania na początku. Mimo intuicyjności system wymaga sporo prac początkowych. Skonfigurowanie niezbędnego minimum zajmuje kilkadziesiąt minut, albo i dłużej, jeśli ktoś nie wie gdzie i czego szukać. Inną kwestią jest, to że mimo ustawienia niekoniecznie musi coś dobrze działać. Zarządzanie energią, to chyba spore wyzwanie dla systemu operacyjnego. Notorycznie nie rozjaśnia ekranu po uprzednim przyciemnieniu, nie działa hibernacja, przełącza z dużym opóźnieniem taktowanie procesora.

Bałagan. Po kilku tygodniach intensywnej pracy zaczyna się mały bałagan. Grub ma w menu startowym 4 wersje jądra. W menu widnieją zdublowane Firefox’y, openoffice istnieje w dwóch wersjach, zaś całość zajmuje prawie 1,5 raza tyle, w stosunku do stanu z początkowej fazy użytkowania platformy. Niby ok – mam dużo miejsca, ale czemu tak szybko to rośnie?

Konfliktowość instalacji. Nowe programy zastępują stare, to samo z setkami bibliotek. Nowe, więc lepsze, ale nie zawsze. Żeby drukarka działała, tolib musi być w poprzedniej wersji, żeby skaner działał, to ta sama lib musi być jednak w nowszej wersji i tak co kawałek, to sprzeczności (przykład może nietrafny, ale rzeczywiście moja drukarka canonip1500 jest mocno problematyczna w działaniu – niby takie proste urządzenie).

Pewnie część tych problemów, to moja wina. Nie ukrywam, że nie jestem jakimś super specem od tego typu oprogramowania. Dla mnie istotne jest to co widzę i jak mi się na tym pracuje. Czy to będzielinuks, macOS lub windows – obojętnie – ma być wygodne.
W najbliższym czasie będę wymieniał dysk. Pewnie znowu postawię ubuntu obok M$, ale nie ze względów wygody i lepsiejszości działania, ale z przyzwyczajenia i upartego dążenia do udowodnienia niedowiarkom, że można. Mimo braków w oprogramowaniu, wsparcia od producentów sprzętu, marnowanego czasu na szukanie rozwiązań. Każdy kolejnyuser linuksa, to prawdopodobieństwo sprzedania jednej licencji mniej przez molocha z Redmond.

podziel się ze znajomymi

3 comments for “wrażenia z ubuntu

  1. środa, 16 Lipiec, 2008 at 8:18

    Nie zgodzę się z Tobą z tym, że Ubuntu (czy linux ogólnie) wprowadza bałagan out-of-the-box. Do tego sam doprowadzasz. A że nie rozumiesz do końca co robisz, to się irytujesz.

    Notoryczne aktualizacje: wada? Może rzeczywiście przydała by się opcja aktualizacji w tle, ale wprowadzanie nowości to nie wada. Windows też ci się aktualizuje i nawet nie wiesz kiedy i co. Tutaj przynajmniej masz kontrolę i możesz poczytać o wprowadzanych zmianach.

    Niespójne aktualizacje: to nie jest tak jak napisałeś. Jeśli nie ma czegoś w repozytorium apt, to skąd biedny linux ma wiedzieć, że jest nowsza wersja Twojego programu. Jeżeli instalujesz jakąś paczkę ręcznie, to nie dziw się, że program się sam nie zaktualizuje. Jeśli chcesz automatycznych aktualizacji dla nowego programu, dodaj jego repozytorium do listy apt.

    Dużo do ustawiania na początku: z tym się zgodzę. Mi osobiście brakuje obsługi MP3 i kodeków video. Ale jest dużo rzeczy już gotowych (lub czekających na instalację z repo). Zastanów się co zrobisz na gołym Windowsie? Notatnik, kalkulator, pasjans…

    Bałagan: z puchnącą listą w Grubie się zgodzę. Cieżko wytłumaczyć laikowi po co wcześniejsze wersje. Chociaż przypominam sobie jeden z upgradów Ubuntu (wersji 6.06 LTS) gdzie nowy kernel powodował padaczkę isków. Chwilowym rozwiązaniem było odpalenie poprzedniego jajka.
    Bałagan w menu startowym zwalę na Ciebie :) Nie instalowałeś tych programów ręcznie?

    Konfliktowość instalacji: to akurat specyfika Twojego sprzętu, nie Ubuntu. Tutaj może pomoże ręczna instalacja driverów (jeżeli takie są). Wtedy automatyczny update tego nie ruszy.

    Osobiście używam Windowsa w pracy i Ubuntu w domu już od bardzo dawna. Do niektórych rzeczy trzeba się przyzwyczaić. Ale są rzeczy których brakuje potem w Windowsie (bogate repozytorium programów, szybkość systemu, czy po prostu możliwość podłubania sobie przy systemie). Linuksa będę niedługo instalował mojemu tacie (LinuxMint, bo kodeki ma już w sobie, a cała reszta to Ubuntu) i każdemu też polecam ten system. Wydaje mi się, że warto się przesiąść i mieć wybór, niż siedzieć na Windowsie i narzekać :)

  2. środa, 16 Lipiec, 2008 at 8:48

    napisałem również, że pozostanę OSowym masochistą i dalej będę pracował na UBUNTu – choćby ze względu na cenę – nie ma jej wcale.

    Z bałaganem radzić sobie będę jakoś – nie takie rzeczy przyszło mi robić z systemem:)

    Piszę tylko o tym, że linux cały czas nie jest taki user-friendly, jak go rysują co niektórzy – jeszcze daleka droga przed ubuntu i temu podobnymi distro:)

  3. środa, 16 Lipiec, 2008 at 8:54

    Masz rację. Do full user-friendly to mu jeszcze trochę brakuje. Ale nie można odmówić dużego postępu jaki się tam dokonał. Instalowałem różne wersje Linuksa w ciągu ostatnich 5-6 lat i dla mnie to jest już produkt prawie gotowy. Ale ja zaczynałem w okresie, kiedy problemy ze sprzętem były na porządku dziennym. Teraz to jest naprawdę super. Co prawda, dla użytkownika używającego Windowsa to jest regres, ale za 3-4 lata, to Linux będzie prowadził w tej dziedzinie. Zobaczysz :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *