supersprzedawca

Sklepy i sprzedawcy w nich pracujący to nieodzowna część współczesnego świata. Na każdym kroku spotykamy ludzi, którzy próbują w mniej lub bardziej skuteczny sposób zaoferować swoje produkty. Dobrze jest, gdy ktoś robi to umiejętnie, z wyczuciem i odpowiednim taktem. Gorzej, gdy tych cech brakuje, a zastępują je nachalność, nieprofesjonalizm czy też ignorancja.
Sam, jako handlowiec staram się codziennie szlifować swoje zdolności, doskonalić techniki pracy i zwiększać jakość obsługi klienta. Przy okazji zakupów zawsze obserwuję „kolegów i koleżanki po fachu”. Jakie błędy popełniają, a co jest ich atutem. Co prawda bezpośrednio z klientem rzadko mam przyjemność obcować (przeważnie telefon), jednak nie przeszkadza mi to przy zbieraniu doświadczenia.

Zapalnikiem do napisania tego posta była wycieczka z Pawłem po rower do jednego z warszawskich sklepów. Wstępnie było już kilka modeli namierzonych, pozostała więc kwestia dobrania konkretnego modelu, wielkości ramy i jej koloru. No i oczywiście negocjacji ceny.
Byłem (mimo, że to kolega kupował) zwykłym (może lekko nachalnym) klientem. Chciałem się spytać o jak najwięcej. Ponegocjować cenę, ustalić konkretne warunki zakupu. Zaskoczeni byliśmy obaj. Sprzedawco-serwisanto-kierowników było w salonie chyba z sześciu, albo siedmiu. Oczywiście wszyscy zabiegani, strudzeniu obsługą gromadki klientów. W ciągu 15-20 minut podeszły do nas z 3-4 osoby, każda w sumie pytająca o to samo, a nie odpowiadająca na żadne konkretne pytanie. Amatorka w tanim wydaniu. Jednak na deser zostawiłem negocjacje cenowe. Podszedł jeden z panów i spytaliśmy za ile kupimy ten rower. Rzut oka, cena z kierownicy i „temat zamknięty” – pan zniknął. Cenę kierownicy to i kilkuletnie dziecko umie przeczytać. Pan złapany ponownie.

Nasze pytania:
– ile taniej dostaniemy ten rower?
– ewentualnie co dorzucicie w ramach gratisu?
– jak może wyglądać procentowo rabat?
– dostaliśmy cenę 60-70zł niższą u konkurencji, co wy na to?
– i kilka mniej szczegółowych.

Pan serwisanto-sprzedawca odpowiedział tak:
– yyy, rabatu to w sumie nie dajemy, bo teraz sezon, rowery się sprzedają, nikt nie spuszcza z cen,
– no może jakieś osłonki na koła, uchwyt na bidon, albo coś w tym stylu – ale nie wiem, bo jeszcze wczoraj czy przedwczoraj to coś tam dawaliśmy, ale dzisiaj to już nie,
– może 2% rabatu – to tyle, ile zabiera bank za obsługę kart płatniczych,
– jakiś darmowy przegląd? coś w tym stylu – ja za bardzo nie mogę, może kierownik?

No to spytaliśmy się gdzie ten kierownik, po czym usłyszeliśmy „tam” i pan wskazał, że na końcu sklepu. Od razu też dodał, że chyba szybko kierownik do nas nie podejdzie. Jednak po chwili szedł i zaczęliśmy go wołać. Stanął w połowie sklepu i z daleka pokiwał przecząco głową, że nie ma szans na rabat. Oj. Takie lekceważenie klienta podniosło mi ciśnienie i zacząłem do pana kierownika krzyczeć przez cały sklep, że może jednak warto, żeby podszedł do nas i porozmawiał. Niestety nie zrobił tego tylko zaczął dyskutować przez te nieszczęsne pół sklepu. Że on nie może, że mała marża, że sezon jest i rowery i tak się sprzedadzą. No tak – po co dbać o klienta, który jest w sklepie – przyjdzie inny łoś i kupi bez marudzenia. Powtórzyłem więc wszystkie informacje uzyskane od serwisanta używając ich jako argumentów, że jeden pan mówi tak, a drugi inaczej.

Odpowiedź nas powaliła: nie spuszczę z ceny, bo inni klienci usłyszą i też będą chcieli rabat, nikt nie spuszcza z cen (a to jakaś zmowa cenowa?), poza tym oferujemy profesjonalny serwis (zapomniał pan dodać, że wszystkie sklepy z rowerami giant muszą wykazać się dobrą jakością serwisu, żeby móc tę markę sprzedawać) i że ta cena to i tak jest super, że w ogóle nie powinniśmy dyskutować.

Paweł rower kupił, gdyż szkoda było czasu na jeżdżenie i szukanie w innym sklepie tego samego. Ja wiem jednak, że do tego punktu więcej nie wejdę. Sprzedawcy wykazali się wielką niekompetencją, beznadziejnym podejściem do klienta i swoją arogancją. Co z tego, że mają sezon? Ja urwanie głowy mam prawie codziennie i nie mógłbym sobie pozwolić na takie zachowanie. Jeśli Paweł chce, to niech napisze co to za „wspaniały” sklep. Ja mogę powiedzieć na prv i jeszcze raz powtórzyć słowa niezadowolenia w kierunku tego sklepu.

podziel się ze znajomymi

4 comments for “supersprzedawca

  1. czwartek, 8 Maj, 2008 at 9:33

    A ja kolejne zakupy rowerowe zrobię u siebie na osiedlu gdzie w sklepie pracują fajne chłopaki z innym podejściem do człowieków ;)

  2. czwartek, 8 Maj, 2008 at 12:51

    oj kochany to jeszcze nic, skusiłeś mnie,żebym się w końcu zabrała za opis serwisu (co prawda restauracyjno-kawiarnianego) w egipcie. bedziesz jeszcze dziekowal za takich sprzedawcow;-)
    a powaznie ci ludzie nie sa przez nikogo do niczego przyuczani. wiekszosc z nich nawet nie wie ze w polsce klient ma prawo negocjacji cen.

  3. czwartek, 8 Maj, 2008 at 17:42

    Rewelacja :( ale z tym sezonem mają rację – wszystko się sprzeda, a to, co się nie sprzeda postoi trochę i też się sprzeda. To, że klient ma prawo negocjować i wymagać nie zmienia faktu, że sprzedawcy będą się przed tym bronić, zwłaszcza w sezonie im nie zależy. A to, że kultura niska i można było tę sprawę załatwić całkowicie inaczej (np. sięgając do zalegających zbiorów magazynowych) jest już tematem na inną historię ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *