sprzedawanie metodą „na klienta”

Kilka dni temu trafił do mnie klient zainteresowany moimi usługami. Poszukiwał dobrego doradcy – przedstawił swoje „biznesy”, ile i na co potrzebuje pieniędzy – wszystko w ramach wsparcia unijnego.

Podczas rozmowy miałem wrażenie lekkiego wymuszenia tego o czym opowiadał, ale pomyślałem – może ma taki sposób bycia. Każdy ma swój temperament (albo jego brak). Wyraził zainteresowanie jednym z produktów – umówiliśmy się więc na kontakt email – poprosił o przesłanie wzoru umowy. Umowę wysłałem i cisza. Po kilku dniach przypomniałem się. Ku mojemu zaskoczeniu – Klient zadzwonił i poprosił o ponowne przesłanie umowy, gdyż jej nie dostał. A przecież na 100% umowę wysyłałem (co później sprawdziłem).

Okazało się, że zadzwonił w zupełnie innym celu. Spytał czy mam doradcę finansowego i chciał mi sprzedać swoje usługi, ponieważ… pracuje w firmie doradztwa finansowego (oszczędzę nazwę firmy – zaczyna się na P). Może mi pomóc lepiej zarządzać kapitałem, oszczędnościami i takie tam.

Pewnie bym o całej sytuacji zapomniał, gdyby nie moja ostatnia podróż pociągiem. Obok na siedzenie dosiadły się dwie osoby – kobieta i mężczyzna. Rozmawiali (wiem, że podsłuchiwanie nie jest kulturalne, ale jakoś nie miałem motywacji na siłę zatykać sobie uszu słuchawkami) o uczelniach, planach na przyszłość, etc. Nagle ten mężczyzna zaczął wyciągać jakieś papiery i… były to dokumenty sygnowane w/w firmą. Pomyślałem sobie – cóż za zbieg okoliczności. Chwilę później rozmowa się przeniosła na temat ubezpieczeń i oczywiście sprzedaż swoich usług. Biedna dziewczyna – długo odpierała ataki dość słabego (wg mnie) sprzedawcy (mężczyzna był śniadej cery i arabski sposób „wpychania” swojego towaru).

Najzabawniejszy był jednak sposób uwiarygadniania swojej osoby. Zaczął opowiadać o niezliczonych biznesach, posiadanej restauracji, etc. Okazało się, że jest to IDENTYCZNA historia z tą, którą słyszałem kilka dni wcześniej. Nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać – spytałem czy jest Ich więcej – jedynych właścicieli tej samej restauracji, tych samych biznesów. Mężczyzna zrobił się fioletowy ze złości, kobieta – podobnie jak ja – miała niezły ubaw.

Pomijając kwestię fałszywego uwiarygadniania się muszę przyznać, że mój niedoszły Klient wykazał się sprytem. Pewnie gdyby zadzwonił i przedstawił się jako doradca inwestycyjny, to od razu bym go spławił. Ale nie, próbował niby chcąc skorzystać z moich usług sprzedać swoje.

podziel się ze znajomymi

3 comments for “sprzedawanie metodą „na klienta”

  1. niedziela, 28 Luty, 2010 at 12:17

    Nooooo stary… Po części padłeś ofiarą tzw. bezpłatnego konsultingu ;)

    Wygląda to tak, że przychodzi niby zainteresowany klient zaczyna o wszystko wypytywać, udaje mega zainteresowanego, prosi o przesłanie różnych rzeczy mailem, wysysa z Ciebie wszystkie informacje, a potem… a potem przestaje się odzywać – po prostu zrobił swoje. Ma wszystko czego oczekiwał.
    Bo pamiętaj, że klienci kłamią: http://www.salesguru.pl/index.php/2009/10/klienci-klamia/ :)

    Oczywiście tutaj na koniec okazało się, że to on chce Ci coś sprzedać i to był tylko taki wybieg – chociaż, z drugiej strony, nie wiadomo co zrobił z tymi informacjami od Ciebie… umowa itp.

    Szczególnie kiedy pracujesz jako konsultant, artysta, programista itp. – czyli sprzedajesz swoją wiedzę, musisz uważać na tego typu zagrywki, bo możesz niechcący oddać zbyt dużo za darmo. Sprawdzaj. Testuj. Weryfikuj.

    Pozdrawiam :)
    Artur

  2. niedziela, 28 Luty, 2010 at 13:19

    Spokojnie, ponieważ sam się nie mógł zdecydować czego chce, to równie ogólnikowe informacje dostał – choćbym chciał się nabrać, to nie miałem mu nic konkretnego do powiedzenia. Nie wyciągał informacji.

    Umowa (wzór) też jest na tyle ogólnikowa, że na nic się nie przyda. Gdyby doszło do konkretów, to dostałby poprawioną (spersonalizowaną) umowę.

    Właśnie Arturze tu jest różnica, że taki „wyciągacz” jest dość prosty do wychwycenia. Tutaj zdecydowanie chodziło o próbę sprzedaży. Jak dla mnie kiepskiej.:)

  3. sobota, 6 Marzec, 2010 at 23:18

    Doradca finansowy – brzmi trochę śmiesznie po całym zamieszaniu kryzysowym. Okazało się, że nie dużo wiedzą na temat finansów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *