nie jestem w targecie – reklama, której nie rozumiem

Reklamy są różne. Dobre, złe, spokojne, krzyczące, trafione i spalone. Osobiście mam jeszcze jedną kategorię (dla zmiękczenia przekazu użyję polskojęzycznej wersji) o nazwie „o co chodzi?!”.

Niżej uchwyconą na zdjęciu znalazłem na jednym z warszawskich przystanków. Nie jestem fanem tego typu wyrobów (kulinarnie – choć na moim blogu kulinarnym chyba muszę zrobić test pasztetów w połączeniu z ogórkami kiszonymi) i mam lekki problem z odbiorem tej reklamy.

Dziewczyna na zdjęciu się dobrze bawi, „pasztetem” też nie jest, a jednak pasztet jest!:) Może ktoś zinterpretować?

reklama-przystanek

Inny przykład dziwnego przekazu opisywałem nie tak dawno we wpisie: są reklamy, na widok których nie wiesz co powiedzieć.

podziel się ze znajomymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *