moja ostatnia przygoda z orange

przeniesienie numeruNiniejszy wpis dedykuję osobom, które – podobnie jak ja – przez wiele lat miały wątpliwą przyjemność korzystania z usług sieci Orange.

Abonentem Orange byłem od przeszło 6 lat. Jeszcze przy przedłużaniu umowy po pierwszych dwóch latach zostałem w miarę sensownie potraktowany (tzn. skorzystałem na tym, że zostałem w sieci), o tyle po kolejnych dwóch wygodniej (czytaj: bardziej opłacalnie) mi było podpisać nową umowę, niż przedłużać starą. Tak czy inaczej wtedy 4 lata stażu miałem za sobą, ale (mimo, że nr pesel ani nazwisko mi się nie zmieniły), to byłem nowym klientem dla sieci. Sic! Dzięki temu, że podpisałem umowę dostałem fajny telefon, zestaw BT słuchawkowy, złoty numer za złotówkę – ogólnie wypas. Niestety gdzieś w połowie umowy Play (ale i inne sieci też) zaczął szaleć z cenami i korzystanie z bieżącego abonamentu stało się „średnio” opłacalne. Dokupiłem sobie drugi telefon z kartą prepaidową – notabene tej samej sieci. Dostałem 3 razy tańsze połączenia (do wszystkich sieci oprócz Play) i parę innych ficzerów. Jednak abonament – którego nie można przecież negocjować – płacić musiałem dalej. Teraz wiem, że to wywalone w błoto pieniądze.

W kwietniu 2009 kończyła mi się ostatnia umowa z Orange, więc zawczasu chciałem spróbować wynegocjować nowe, lepsze warunki. Oferta, którą dostałem w Orange Online wywołała u mnie tylko wielkie rozbawienie, zaś wizyta w dwóch salonach skończyła się identycznie. Konsultant stwierdził, że bardziej opłacalne będzie u mnie przedłużenie umowy drogą elektroniczną, czyli przez stronę internetową operatora.
Spróbowałem jeszcze kontaktu telefonicznego. Faktycznie – oferta przedstawiona przez konsultanta z infolinii była lepsza, ale działała na zasadzie: ja Ci teraz przedstawię propozycje, a Ty decyduj się od razu. Jeśli podczas tego połączenia telefonicznego nie zgodzisz się na moje warunki, to następnym razem już taka oferta nie będzie obowiązywać. I faktycznie nie obowiązywała. Co z tego, że w końcu zbliżyła się do konkurencji, gdy ja nie mogłem sobie jej na spokojnie przeanalizować. Wymagano ode mnie natychmiastowej decyzji.

Darowałem sobie kolejne próby doproszenia się o normalne warunki – zdecydowałem, że przenoszę numer (słuchając głosów, że wcale tak łatwo i szybko tego nie zrobię). No, ale czego mogłem się spodziewać. Po pierwsze – rozwiązanie umowy z miesięcznym wypowiedzeniem – hahaha, Orange (ale inni operatorzy chyba tak samo) mają swój system liczenia miesiąca. Miesięczne wypowiedzenie liczy się od dnia okresu rozliczeniowego, czyli jeśli 15 dnia miesiąca zaczyna mi się nowy okres rozliczeniowy, a ja złożę 16 dnia miesiąca wymówienie, to praktycznie to wymówienie trwa dwa miesiące. Ale żeby było śmieszniej złożenie tego 15 dnia miesiąca nie gwarantuje, że kolejnego 15 będzie koniec. Operatorzy zastrzegają sobie kilkudniowy czas reakcji. Złożenie nawet 5 dni przed rozpoczęciem nowego okresu rozliczeniowego nie gwarantuje tego. W moim przypadku trwało to jeszcze dłużej.

W dniu 2 czerwca 2009 podpisałem umowę z Play oraz przeniesienie numeru. (Pewnie) Play jako nowy operator chce jak najszybciej przenieść numer, bo przecież to żywy pieniądz – czym wcześniej przeniesie, tym wcześniej ja zacznę im płacić. Ja już na początku maja złożyłem w Orange prośbę o zmianę mojego statusu z abonenta indywidualnego na firmowego. Pierwsze zgłoszenie i dokumenty firmowe zginęły. Śladu po nich, ani słychu, a ja jak głupi czekałem, bo „jeszcze do nas nie dotarły” – wysłane faxem z potwierdzeniem odbioru. Po kilku dniach poszedłem do salonu Orange złożyć osobiście (pani nie miała formularza podania – powiedziała, żebym to sam jakoś napisał – nie potrafiąc mi nawet powiedzieć jak u nich w sieci fachowo mówi się na migrację do konta firmowego). Jednocześnie jeszcze raz wysłałem wszystko faxem. Coś się udało. Mimo, że na infolinii poinformowano mnie, że takie zmiany trwają max 48h, to mnie przyszło czekać koło 10 dni. Luz – stwierdziłem – nic mnie już nie zaskoczy. A tu jednak Orange wprowadziło sobie połowę nazwy mojej firmy – co za różnica:) Olałem to – byleby jak najszybciej się z nimi rozstać.
Po podpisaniu umowy i pełnomocnictwa na przeniesienie numeru w Play liczyłem, że od 15 lipca będę już abonentem nowej sieci (umowa podpisana 2 czerwca – 13 dni przed rozpoczęciem nowego okresu rozliczeniowego w Orange). Niespodzianka. Stara sieć „nie wyrobiła się” z przekazywaniem numeru i rozwiązywaniem umowy. Na koniec tej farsy musiałem czekać do 15 sierpnia. Od tego dnia już jestem w nowej sieci z nastawieniem, że chyba wszystko co możliwe przeżyłem:) Całe szczęście i za co dozgonnie wdzięczny jestem Orange, że nic nie pogubili i że mam swój stary numer:)

Podsumowując.
Na początku maja rozpocząłem proces przenoszenia numeru. Pierwsza czynność, to zmiana konta z indywidualnego na firmowe.
2 czerwca podpisałem umowę z nowym operatorem oraz dałem mu upoważnienie do przeniesienia numeru.
Obowiązuje miesięczne wypowiedzenie licząc od dnia rozliczeniowego, więc 15 lipca powinienem być już w nowej sieci. Zakładając, że przed 15 czerwca wypowiadam umowę.
Zaskoczenie. 15 sierpień – Orange deaktywuje mój numer. Jestem już w nowej sieci.

Cała akcja to masa nerwów, papierków i długiego czekania. Licząc mój przypadek, to prawie 3,5 miesiąca (oczywiście cały czas abonament musiałem płacić w Orange). Czy było warto? Zdecydowanie. Płacę połowę mniejszy rachunek, mam 3 razy więcej minut do wszystkich i dwa razy więcej minut na stacjonarne i w sieci. Dodatkowo połowę stawki za połączenia po przekroczeniu darmowych minut. Z tego co widzę, to nowa sieć trochę lepiej traktuje osoby przedłużające abonament. Zobaczymy za dwa lata:) – tymczasem wierzę, że da to do myślenia każdemu kto chce przedłużać umowę z Orange – podobno zmieniło się prawo i operator ma obowiązek w dużo krótszym czasie przenieść numer. Pewnie niektóre sieci będą się odwoływać i dalej będzie to trwało.

ps: Dodam jeszcze, że reklamowałem czas przeniesienia konta z indywidualnego na firmowe. Swoje roszczenia argumentowałem tym, że przez opóźnienie nie mogę wliczyć sobie rachunków w koszty prowadzenia działalności, a to już dla mnie wymierna strata finansowa. Odpisali, że nie widzą podstaw do mojej reklamacji i że została rozpatrzona odmownie. Dziękuję. Nigdy więcej.

podziel się ze znajomymi

5 comments for “moja ostatnia przygoda z orange

  1. sobota, 15 Sierpień, 2009 at 23:48

    Zapomniałem opisać jeszcze przygody ze zdejmowaniem simlocka z telefonu. Poszedłem z SE K750i do salonu, żeby zdjęli mi simlocka. Powiedzieli, że nie mam paragonu, poza tym nie wiedzą czy telefon jest z Orange (haha, na dole obudowy ma znaczek orange).
    Nie ma to jak dobra wola. Wystarczyło – próbowałem argumentować – sprawdzić nr IMEI i mój dowód tożsamości. Po co? Łatwiej powiedzieć WYPAD.

    Przy okazji – jeśli ktoś potrzebuje zdjąć simlocka z K750i – wiem jak to zrobić całkiem za darmochę. Bez proszenia się w salonie czy płacenia w jakimś punkcie GSM.

  2. niedziela, 16 Sierpień, 2009 at 1:52

    Gratulacje, że się udało w końcu. Mnie czeka to samo (Orange -> ???) w tym miesiącu, jeszcze nie wiem czy Play czy Era… ale do kogoś uciekam z tego ustrojstwa.

  3. niedziela, 16 Sierpień, 2009 at 8:31

    @Nozbe – myślałem, że to już za Tobą. Życzę powodzenia i podziel się uwagami, gdy przeniesiesz swój nr.:)

  4. bilbo
    poniedziałek, 17 Sierpień, 2009 at 8:43

    Hmmm, dziwna sytuacja, kumpel jakiś czas temu też zdejmował simlocka z fona w pomarańczy i w salonie jakoś nie robili mu większych problemów. Może miałeś pecha…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *