kekemeke, czyli program lojalnościowy na uczciwych zasadach

Dbanie o klienta jest dla mnie dobrem nadzwyczajnym. Testowałem już wiele programów lojalnościowych i chyba mogę je podzielić na trzy części: nieefektywne programy partnerskie (w których wg mnie ciężko mówić o partnerstwie), programy kuponów tekturkowych, naklejkowych, etc, oraz nowa grupa, czyli mobilne programy partnerskie (których jednego z przedstawicieli miałem okazję poznać w postaci aplikacji kekemeke). kekemeke

Dlaczego do tej pory na większość programów partnerskich reagowałem alergicznie?

Odpowiedź jest bardzo prosta: wg mnie większość „programów partnerskich” to lipa i mamienie klienta oderwanymi od rzeczywistości obietnicami. Zwykle potrzeba kilku godzin (nieistotne: tygodniowo czy miesięcznie) kombinowania, reorganizacji swojego stylu zakupów czy też nawyków, żeby zdobyć parę złotych na „upragniony” prezent czy nagrodę. Choć i samo nazewnictwo: prezent czy nagroda jest mocno dyskusyjna. Przecież osoba zbierająca punkty ciężko pracuje na rzecz firmy organizującej program partnerski (przy okazji warto przeliczyć sobie ile kosztuje nasza roboczogodzina i czy na pewno opłaca się kombinować).

Generalizuję. Czasem trafi się jakiś rozsądny program lojalnościowy np ciuchowej sieci sklepów, ale po pierwsze są to pojedyncze przypadki, a po drugie niestety zamknięte w ramach jednej marki (zwykle sprowadza się do określonego upustu lub dodatkowych bonusów).

Programy kartonikowe kiedyś były krokiem milowym dla programów lojalnościowych

I pewnie dla części społeczeństwa jeszcze przez jakiś czas będą. Większość, z jakimi miałem styczność była dość uczciwie skrojona i realnie można zaoszczędzić kilkanaście procent (w formie darmowego produktu co któryś zakup lub bonu gotówkowego). Moje ulubione to kartoniki sieci sklepów Tchibo oraz Yves Rocher.

Odkąd prowadzę względną statystykę swoich poczynań z programami partnerskimi zauważam, że co 2-3 zakup w w/w punktach kończy się tym, że zakładam nowy kartonik. Nie dlatego, że poprzedni się zapełnia i mogę odebrać prezent, ale dlatego, że już istniejące zapominam, albo mam schowane w innym plecaku, kieszeni czy gdzie tam można jeszcze przechowywać kawałek papieru. Nie mówiąc już o tym, że taki kartonik łatwo zgubić.

Smartfony, czyli idzie kolejna rewolucja w programach lojalnościowych

Póki co miałem okazję przetestować tylko Kekemeke. Jest też konkurencja: freebee (na pewno do tematu wrócę z kolejnym testem). Na pierwszy rzut oka to przeniesienie kartoników do telefonu. Teraz zawsze ma się ze sobą cały zestaw „kuponów”, które nie zajmują nic miejsca w portfelu – co najwyżej odrobinę pamięci w smartfonie.

Kupiłem kawę, sprzedawca wstukał pin na telefonie i to tak jakby przybił fizyczną pieczątkę na kuponie albo przejechał przez czytnik elektroniczną kartą. Proste. Działa. Widzę, że zostało tylko 5 kolejnych kaw i dostanę gratisa.

Brakuje mi trochę większego programu do łączenia zakupów w różnych miejscach czy też wyszukiwarki lokali, które najbliżej mnie (przy użyciu geolokalizacji) oferują zbieranie „pieczątek”.

Za to jest super przejrzysta aplikacja, skutecznie motywująca do kolejnych odwiedzin w danym miejscu i bardzo pozytywne nastawienie szefów knajp do takich rozwiązań.

Co dalej?

Na pewno aplikacje integrujące programy lojalnościowe to przyszłość dla firm, które chcą dać klientowi coś więcej niż dobry produkt i miłą obsługę. Patrząc na poczynania istniejących (czy też powstających) rozwiązań na rynku można wnioskować, że będzie lepiej. Dużo lepiej. A stare, duże i nieskuteczne programy lojalnościowe przejdą do lamusa.

Tymczasem zapraszam do poczytania bloga o Uprzejmości Stosowanej, czyli sposobach zmieniania swoich klientów w przyjaciół – miejsca, w którym zespół Kekemeke dzieli się radością budowania swojego produktu (i sukcesami ich partnerów).

podziel się ze znajomymi

4 comments for “kekemeke, czyli program lojalnościowy na uczciwych zasadach

  1. Angelika z Kekemeke
    środa, 3 Lipiec, 2013 at 21:34

    Ogromnie się cieszymy, że używasz i doceniłeś Kekemeke. Wielkie dzięki za ten tekst! Zebrałeś u nas dzisiaj wszystkie punkty fajności :)

  2. środa, 3 Lipiec, 2013 at 22:07

    Ten tekst to kolejny dowód na to, że warto czytać fajne blogi, po to, żeby znaleźć inne fajne blogi :)
    Co prawda na kawę na mieście obecnie nie pozwala czas, ale aplikacja na pewno do przetestowania.

    Zastanawiam się natomiast, ile czasu trzeba będzie czekać, aż na nasz rynek wkroczą takie rozwiązania jak np. Shopkick?

  3. PrzemyslawZyla
    środa, 3 Lipiec, 2013 at 22:09

    dzięki. polecam się. i uprzejmość stosowaną również:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *