kalendarz książkowy i elektroniczny oraz pióro

Większość znanych mi osób z branży IT oraz pokrewnych wykorzystuje różnego rodzaju narzędzia do zarządzania czasem, notatkami czy też zadaniami. Sam przez wiele lat swoje zadania opierałem na kalendarzu książkowym (taki tradycyjny, drukowany) i uzupełniałem google calendar, any.DO i temu podobnymi. W 2012 roku przesiadłem się w całości na rozwiązania elektroniczne. Poniżej opisuję co z tego wyszło i czy utrzymam takie rozwiązanie.

Ciężko w przypadku zarządzania czasem mówić o rozwiązaniach uniwersalnych. Każdy ma swoje przyzwyczajenia, inaczej optymalizuje czas, a i nie wszyscy przecież nie lubią się nudzić i organizują 110% doby tak, żeby próbować jak najwięcej zrobić.
Ja lubię być zorganizowany. Praca, działalność w NGOsach, blogi i różne hobby wymagają nakładów czasowych. Przy przy tym wszystkim staram się też mieć odpowiednio dużo czasu dla bliskich + próbować czasem odpocząć. Dzięki odpowiedniemu zarządzaniu zadaniami udaje mi się większość z w/w listy pogodzić, a przy okazji czerpać z tego satysfakcję.

kalendarz

Przejście na rozwiązania elektroniczne

Jeszcze w 2008-2009 roku nie wyobrażałem sobie nie mieć kalendarza książkowego przy sobie. Było tam wszystko – zarządzanie zadaniami, zwykłe rozplanowanie dnia, przypominajki, notatki, etc. Powoli jednak wprowadzałem w życie rozwiązania elektroniczne (choćby google calendar z przypominaczem – najpierw na maila, a później również SMS). Gdy na przełomie 2010-2011 roku stałem się posiadaczem netbooka i porządnego smartfona (wcześniej smartfon był mało porządny) stwierdziłem, że mogę już w całości przejść na rozwiązania elektroniczne. Większe tematy ogarniałem w małym komputerze, a te mniejsze przez telefon. Wszystko działało całkiem nieźle, aczkolwiek było lekko rozdrobnione.

Do projektów Asana i Redmine, do tasków any.DO i Wunderlist, zaś do notatek różnego rodzaju edytory tekstu + google docs. W międzyczasie próbowałem wynajdywać rozwiązania, które niezależnie od platformy będą działać identycznie. Czym większy poziom pomiędzy urządzeniami, tym przecież wyższy komfort korzystania. A łatwo nie było. Notebook, netbook (na obu ubuntu + na notebooku dodatkowo windows), tablet od apple, telefon na androidzie. Praktycznie w każdym rozwiązaniu brakowało natywnej appki, albo wymagany był stały dostęp online, żeby wygodnie korzystać z działania.

Koniec aktywnego korzystania z netbooka

Już powyżej wspomniałem, ale w 2012 roku wpadł mi w końcu w ręce tablet. Netbooka przestałem ze sobą nosić na rzecz tabletu, który wygrywał prawie wszystkim: czasem pracy, wagą czy też możliwościami. Prawie, ponieważ nie ma klawiatury fizycznej. Wydawało mi się, że takie urządzenie (włącza się tak samo szybko jak telefon, pracuje się podobnie jak na komputerze) zastąpi wszystko rewelacjnie. A jednak nie. Częściej korzystam z telefonu i… zwykłego notebooka.

Powrót do sprawdzonych rozwiązań

Przyszedł 2013 rok i czas zastanowienia się co dalej. Męczy mnie już to rozdrobnienie. Z kalendarza od googla korzystać będę dalej, gdyż dobrze organizuje czas + umożliwia współdzielenie z innymi osobami. Z aplikacji do zarządzania projektami też nie mogę zrezygnować ze względu na współpracowników. Zostawiam tylko Wunderlist i wracam do kalendarza książkowego jako miejsca, które wszystkie te elektroniczne i nieelektroniczne rozwiązania spina w jedną całość. Taki kalendarz pozwoli mi wyeliminować ryzyka zawieszenia się jakiegoś programu czy też dostępu do internetu, zbierze notatki w jedno miejsce, a co najważniejsze – pozwoli na co dzień używać pióra.

Tak, jestem stary!:) Na potwierdzenie tych słów dodam, że na minione święta i nowy rok praktycznie nie wysyłałem elektronicznie życzeń. Razem z Luizą wysłaliśmy kartki świąteczne przyklejając znaczki pocztowe na listy oraz dzwoniłem i ustnie życzyłem wszystkiego dobrego.

podziel się ze znajomymi

6 comments for “kalendarz książkowy i elektroniczny oraz pióro

  1. niedziela, 6 Styczeń, 2013 at 17:27

    Ja też wróciłem do kalendarza drukowanego – może to jakiś trend :)
    Używam go do planowania pracy, natomiast wszystkie spotkania idą przez elektroniczne kalendarze takie jak kalendarz apple i google.. :)

  2. PrzemyslawZyla
    niedziela, 6 Styczeń, 2013 at 19:46

    haha, taki poziom hipsterstwa geekowego:P

  3. niedziela, 6 Styczeń, 2013 at 20:26

    A wiesz, że też ostatnio mam taki dylemat?

    Niby jeszcze nie kupiłem kalendarza książkowego, bo od tego mam appkę guglową z przypominaczem i niemalże każde spotkanie / każde wydarzenie sobie tam zapisuję. Podobnie wykorzystuję any.do (sync gTask) do zadan.

    Ale nie mogę przywyknac do prowadzenia notatek online ;). zawsze mam swój kołozeszyt (a nawet zaszalałem i kupiłem w empiku jakiś droższy ala moleskine) i tam rozpisuję wszystko to, co wpada mi do głowy. Każdy pomysł zakupu, wpisu czy mini-projektu ze szkicem.

  4. PrzemyslawZyla
    niedziela, 6 Styczeń, 2013 at 20:34

    moleskina miałem w 2011 i był rewelacja (100% powierzchni na zapiski + kieszonka z tyłu na jakieś małe papiery). jednak wtedy chyba z miesiąc czasu próbowałem sprowadzić taki, jaki mi się podobał (konkretny model w kolorze czerwonym), a w tym roku dość późno podjąłem decyzję o przesiadce i uznałem, że nie ma co tracić czasu. Może wcześniej się przygotuję na 2014 rok i zamówię właściwy!:)

  5. niedziela, 24 Luty, 2013 at 23:07

    zobaczcie wynalazek mojego przyjaciela. Kalendarz książkowy XXI wieku. http://Www.multiplaner.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *