już są święta

W tym roku święta bożonarodzeniowe ?przyjechały? wyjątkowo wcześnie. Ledwo minęły 1 i 11 listopada, a już idąc ulicą, słuchając radia czy też włączając telewizor trafiałem na reklamy świąteczne. Wszelakiego rodzaju wyprzedaże, gwiazdkowe upusty i super promocje zalały media reklamowe i sklepy. Próbuję sobie przypomnieć, ale chyba w zeszłym roku nie było aż takiego szaleństwa. Po wspomnianych listopadowych świętach handel dawał sobie odrobinę wytchnienia i dopiero pod koniec listopada ruszał pełną parą.
Czy to chęć wyprzedzenia konkurencji? Większe nakłady na marketing? A może próba reperowania wyników finansowych w ostatnim kwartale roku?
Same święta jak zwykle miną w zastraszającym tempie. Przyszło mi do głowy, że może przed sylwestrem ktoś wypuści reklamę walentynkową ? jak szaleć, to szaleć. Wszystko można skomercjalizować ? takie okazje są tylko kolejnym ze sposobów na wyciągnięcie pieniędzy od konsumentów.

Z drugiej strony jednak nie jest to do końca głupie. Niedawno uczestniczyłem w dyskusji o to kiedy markety powinny zmieniać ekspozycję. Osobiście wolałbym łańcuchy i choinkę kupić w marcu, a teraz martwić się tylko prezentami pod drzewko, jednak wiosną jest przecież czas porządków i remontów. Nikt nie myśli o bombkach czy innych ozdobach choinkowych, zaś markety nie mają na tyle miejsca, żeby móc sprzedawać zawsze wszystko.
To samo jest ze sprzętem sportowym. Trzeba mieć naprawdę wiele samozaparcia, żeby znaleźć latem gdzieś łyżwy, a zimą rolki. Przykładów można mnożyć bez liku.
W Polsce ludzie żyją od wydarzenia, do wydarzenia. Zaczynają pijaństwem sylwestrowym, żeby następnie spędzać romantyczny, walentynkowy dzień „zakochanych” (tak jak by nie można komuś przez cały rok pokazywać tej miłości), następnie dni matki czy też innych kobiet, kolejne są „majówki”. Jest to czas, który zwykle można wykorzystać jako co najmniej 9-cio dniowy weekend – byleby jak najmniejszym kosztem własnym i dni urlopowych. Dzień dziecka to oczywiście ukłon w stronę najmłodszych – niech zobaczą, że zapracowani rodzice też są ludźmi i pamiętają, że mają dzieci. Lipiec i sierpień poświęcany jest na wyjazdy wakacyjne – oczywiście jak najdalej, jak najcieplej i jak najefektowniej – a niech przysłowiowemu Kowalskiemu zza ściany szczęka uderzy z łoskotem o posadzkę z wrażenia. Początek września, a prawie wszystkim przypomina się, że ich pociechy przecież do szkoły idą i potrzebują wyprawkę – lepiej już w połowie sierpnia kupić konserw i przez miesiąc nie wybierać się w kierunku super-mega-hiper-marketu. O listopadowych niepodległościach i zmarłych wcześniej już pisałem.
Później święta, święta i po świętach – z okrągłymi brzuchami wypchanymi „specjałami” do nieprzytomności ludzie patrzą na ilość kredytów do spłacenia (chwilówek, wakacyjnych, etc…) i narzekają ? na życie, problemy, sytuację materialną.

Przydałaby się z tej okazji jakaś kampania społeczna uświadamiająca, że Polacy żyją za bardzo na kredyt i może ponad własne możliwości finansowe.

Napisał też:
http://ekomercyjnie.pl/

podziel się ze znajomymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *