jak nie zostać słabym trenerem / popsuć szkolenie – praktyczne porady

Lubię szkolenia – takie, na których jestem trenerem, jak i te, gdzie mam okazję poszerzać swoją wiedzę jako uczestnik i obserwator. Każde takie wydarzenie, to wyzwanie – dla trenera nauka pracy z grupą, a dla uczestnika wyłapywanie dobrych i złych praktyk wśród innych prowadzących. Prowadziłem zajęcia ze sprzedaży, negocjacji, komunikacji i relacji oraz dotacji unijnych – praktycznie na wszystkich dostawałem bardzo wysokie oceny. Gdy grupa współpracuje, to dużo łatwiej uzyskać uznanie uczestników. Trudniejszym zadaniem jest praca z negatywnie nastawioną publiką (np.: mającą wewnętrzny kryzys sprzedażowy) lub prowadząc 2. dniowe szkolenie z pisania nudnych projektów unijnych.

Doświadczeniami z zakresu „czego nie robić, żeby nie popsuć szkolenia” lub jak kto woli „co zrobić, żeby zepsuć szkolenie” podzielę się w niniejszym wpisie.

nauka

Jak nie zaczynać szkolenia, czyli metoda spalenia się na start!

Różne są metody rozpoczynania spotkania. Wydaje mi się, że można wydzielić trzy dość skuteczne: dobry żart, skrócenie dystansu z uczestnikami rozmową tuż przed szkoleniem oraz po prostu dobry, merytoryczny początek.

Merytoryczny początek jest wg mnie najbezpieczniejszy, ale wymaga od trenera bardzo dobrego przygotowania, ciekawego sposobu wysławiania się oraz dużej pewności siebie. Najbezpieczniejszy to nie znaczy jednak, że i najskuteczniejszy – jeśli grupa będzie zamknięta, niechętna do dyskusji i okazywania feedbacku, to taki początek może utrudnić nawiązanie relacji z osobami szkolonymi.

Skrócenie dystansu z uczestnikami tuż przed szkoleniem jest szansą na znalezienie wśród uczestników kilku ambasadorów trenera wśród uczestników. Takie osoby mają zwykle większą odwagę w rozpoczynaniu dyskusji z trenerem, a co za tym idzie budowaniu dobrych relacji całej grupy.

Dobry żart nie jest zły, ale często bywa nietrafiony. Miałem okazję być na „dość specyficznym” szkoleniu, gdzie trener najpierw przedstawił się jako psycholog, a następnie rzucił „rozluźniającym” żartem, że z twarzy połowy uczestników można wyczytać, że nadają się na leczenie kliniczne. HAHA. Grupa żartu nie zrozumiała, a ponoć można stracić tytuł za takie teksty… no cóż. Jeśli nie masz w sobie wyczucia, taktu i żyłki kabareciarza, to daj sobie spokój z głupimi żartami.

Co zrobić, żeby mówić NIE na temat

To w zasadzie nie jest trudne. Starać nie trzeba się wcale – wystarczy nie wiedzieć na jakim poziomie jest grupa szkoleniowa, jaka jest jej faktyczna potrzeba oraz jaki jest cel szkolenia. To wcale nie jest głupie. Nie ma nic gorszego niż wykładanie podstaw zaawansowanej grupie i odwrotnie, skomplikowanych rzeczy uczestnikom początkującym. Można mówić kilka godzin całkowicie nie trafiając w gusta klientów lub dowiedzieć się pod koniec szkolenia, że „przecież mieliśmy się uczyć czegoś zupełnie innego” (tutaj grupa zamknięta tylko mocniej się zablokuje, jeśli spotka się z takim przypadkiem).

Czy szkolenie powinno być merytoryczne, a uczestnicy mogą zadawać pytania?

To zależy co chcesz osiągnąć? Jeśli prowadzisz szkolenie jednorazowo i nie lubisz tego robić, to opowiadaj farmazony. Gwarantuję, że dostaniesz w internecie „dobrą” laurkę, zleceniodawca się zbuntuje i obetnie (albo anuluje) Twoje wynagrodzenie i więcej razy nie będzie problemu z problematycznym zamówieniem na szkolenie.

Zdarzają się też uczestnicy, którzy chcą zadawać pytania. Można je ignorować lub się im przeciwstawiać. Można odpowiadać pokrętnie lub wymijająco albo próbować ośmieszyć osoby, które te pytania zadają. Grupa wtedy się zamknie i przestanie z prowadzącym rozmawiać.

Dobrą praktyką (której również brakuje na wielu uczelniach wyższych w naszym kraju) jest pozwolenie na wykazanie się ucznia oraz/lub przyznanie się do niewiedzy w danym temacie. Szczere i jasne określenie „nie wiem, ale postaram się możliwie szybko dowiedzieć i po szkoleniu odpowiem drogą mailową na to pytanie” jest bezwzględnie jednym z najlepszych wyjść z trudnej sytuacji, gdy usłyszy się niewygodne pytanie. Trener to też człowiek – jeśli czegoś nie wie, to zwykle nikogo to nie martwi (no chyba, że szkolenie jest dla szefów/dyrektorów z banków w kwestii bezpieczeństwa i szkoleniowiec jest ekspertem ds. bezpieczeństwa – wtedy może być postawione dla niego wymaganie, że ma wiedzieć wszystko ze swojej dziedziny).

Niech poniosą Cię nerwy – pokażesz wspaniały brak profesjonalizmu

Osobiście dwa razy spotkałem się (a nawet byłem stroną) z sytuacją, że trener eksplodował całą swoją niepohamowaną złością. Przychodząc na szkolenie i znając jego program oczekuję, że dostanę konkretną dawkę wiedzy. Gdy tej wiedzy nie dostaję, to staram się być miły i pomóc szkolącemu zadając mu pytania, na które będzie miał szansę odpowiedzieć (zgodnie z planem/programem szkolenia). Niestety jest grupa trenerów, która „nie ogarnia”, więc próbując ukryć niewiedzę lub brak elastyczności wykonuje następujące działania:

kontynuuje szkolenie wg swojego planu nie zważając na to, czego potrzebują uczestnicy (wykluczam tutaj sytuacje, że na szkolenie o podstawach przychodzi zawodowiec-uczestnik i zadaje pytania „od czapy”),

sprowadza dyskusję na akademickie tory, tj.: zaczyna używać przykładów „książkowych”, które całkowicie oderwane są od rzeczywistych potrzeb i realiów osób szkolonych (wykluczam sytuacje, w których używanie takiego przykładu jest tylko wstępem teoretycznym, a nie samym szkoleniem),

próbuje obrócić grupę przeciwko osobie, która zadaje niewygodne pytania; mina przeciwpiechotna pierwsza klasa – nie dość, że jest to gra na negatywnych emocjach, to do tego może trafić na zgraną grupę, która odwróci się, ale od trenera (znam przypadki, że po takim zachowaniu uczestnicy przerywali szkolenie i wychodzili),

– i pewnie kilka innych…

Gdy już powyższe metody zawiodą, to niestety zwykle trener eksploduje. Wchodzi w bezpośrednie utarczki słowne, robi małą awanturę albo „strzela focha” mówiąc, że albo „trudny” uczestnik wyjdzie albo on.

Może mam błędne pojęcie o funkcji trenera, ale dla mnie to osoba mentora, mistrza i/lub silnego wsparcia osoby szkolonej. Skoro taka osoba z jednej strony próbuje mnie uczyć relacji interpersonalnych, a po chwili wybucha złością, to przestaje być wiarygodna.

Co jeszcze może denerwować uczestnika szkolenia?

Przesadne spoufalanie się z uczestnikami szkolenia – przeklinanie mające na celu sztuczne podbicie uwagi lub wzmacniające przekaz, seksistowskie uwagi („taka ładna kobieta nie musi przychodzić na szkolenie, bo przecież ma wszystkie ‚atuty’, żeby skutecznie sprzedawać”) czy też regularne skojarzenia i porównania do seksu – jakby już nie było innych przykładów,

Podważanie autorytetów danej branży – rozumiem, że każdy może mieć własne podejście (np do sprzedaży), ale mówienie, że osoby uznawane za guru w danej dziedzinie lub też mające w niej osiągnięcia (praktyczne) nie wiedzą co robią i się nie znają, a tylko osoba trenera zna „złote recepty” jest strzelaniem sobie w kolano.

Bezpośrednie podważanie metod działania osób szkolonych – trener zwykle ma za zadanie przekazanie nowej wiedzy lub skorygowanie już istniejącej. Dużo skuteczniejsza jest dyskusja, gdy trener używa argumentów „a gdybyśmy zrobili to inaczej, np tak…”, niż mówienie wprost „robisz to do bani – nic z tego nie będzie”.

Nieokreślenie zasad pracy na szkoleniu, a następnie wymaganie od uczestników stosowania się do takich, których nie znają. Niby naturalne jest, że są telefony, które raczej trzeba odebrać (np.: wychodząc z sali szkoleniowej) czy potrzeby fizjologiczne, które nie cierpią zwłoki. Jeśli trener jasno nie zasygnalizuje, że nie chce dzwoniących telefonów czy kręcących się w te i z powrotem uczestników, to niech się nie dziwi, że jest rozgardiasz i lekki chaos organizacyjny. Ludzie są wygodni, więc jak dodatkowo szkolenie nie jest ciekawie prowadzone, to sami się dobrze zorganizują, żeby się nie nudzić. Trenerowi w takiej sytuacji pomaga również określenie jasnych i wystarczająco długich przerw.

Zajmowanie się tematami pozaszkoleniowymi, czyli np.: odbieranie prywatnych (niepilnych) telefonów prywatnych lub przesadne odbieganie w małych dyskusjach od clue szkolenia. Czas trenera na szkoleniu zwykle jest opłacony przez uczestników, więc jeśli się nie pali, wali i nie mordują Ci rodziny drogi trenerze, to odłóż telefon na bok. To samo z pilnowaniem się tematyki szkolenia. Jeśli jest jeden uczestnik, z którym masz tendencję do dyskutowania na tematy poboczne – zostaw to na koniec szkolenia lub przerwę pomiędzy kolejnymi częściami. To, że Ciebie i tego uczestnika to interesuje nie znaczy, że zainteresuje innych.

A jakie Ty masz doświadczenia ze szkoleń?

Pewnie tematu nie wyczerpałem, a starałem się wyłuskać tylko najbardziej rażące sytuacje szkoleniowe. Jeśli masz – Drogi Czytelniku/Droga Czytelniczko – swoje doświadczenia, to podziel się ze mną nimi pod wpisem lub napisz do mnie maila – napiszę drugą część niniejszego wpisu.

podziel się ze znajomymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *