czytanie RSSa, to okradanie blogera – rada: NIE CZYTAJ BLOGA!

Do tej pory wydawało mi się, że kanał RSS to atrakcyjna i alternatywna droga dotarcia do czytelnika. Odkąd tylko zacząłem czytać (i pisać) blogi używam czytnika rss – na początku w klientach poczty (netscape, thunderbird), a od kilku lat również google readera.

RSS

http://www.sxc.hu/photo/1252503

Pamiętam czasy w internecie (szczególnie polskim), że mało kto się przejmował i wiedział co to RSS. Później (wydaje mi się, że gdzieś w okolicy 2004-2006) nastąpił boom tego standardu i trwał do 2009-2010. Jeszcze wtedy spokojnie można było oburzyć się, że ktoś nie udostępnia RSSa u siebie na blogu. O RSSie jako takim pisałem w 2008 roku w notce „kanał RSS ? dobra komunikacja” oraz wspominałem w notce „blogi zapomniane„.

W chwili obecnej mogę spokojnie zacytować słowa Pawła: „Też jestem stary i korzystam z RSS”.

Tymczasem stworzyłem ostatnio w google reader pakiet RSSów blogów poświęconych jednej tematyce. Gdy go opisałem i udostępniłem w zainteresowanej grupie, pojawił się następujący komentarz:

To że Ty prywatnie sobie czytasz tak blogi to Twoja sprawa. Nie musi to oznaczać, że publicznie zostanie opublikowana taka lista odczytująca całe wpisy, umożliwiająca czytanie wpisów poza blogiem. Myślisz, że będące tu osoby, które zarabiają na swoich blogach będą zachwycone, że można ich wpisy odczytać bez wchodzenia na ich blogi?? Moim zdaniem powinieneś każdego zapytać o opinię zanim publicznie utworzyłeś taką listę.

Bardzo mnie zaskoczył, bo nawet do głowy nie przyszło mi w ten sposób myśleć. Próbowałem trochę bronić swój pomysł, a zaraz potem tłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi, gdyż mam wrażenie, że większy problem jest w zrozumieniu narzędzia, niż faktycznej niechęci.

Zarzut pierwszy (zacytowany):

czytanie bloga przez RSS, to okradanie blogera

No faktycznie, w RSS nie wyświetlają się reklamy. Nawet google odchodzi od projektu emisji reklam w tym kanale, ponoć się nie opłaca. Poza tym jak dobrze zauważył Paweł podczas dyskusji na FB, „że ważniejszy jest zasięg i możliwość dotarcia do czytelników niezależnie od kanału”. Jakub z kolei użył argumentu w postaci: „przede wszystkim należy sobie zadać pytanie co jest ważniejsze dla Ciebie. Czytelnik czy kasa;). Myślę, że z biegiem czasu, czytelnicy i tak wejdą do Ciebie na blog, żeby wziąć udział w dyskusji”. Rozmowa w tym samym wątku potoczyła się też w kierunku innych narzędzi „do czytania blogów”:

– narzędzia typu readmelater albo pocket, to już prawie grzech ciężki. Pozwalają na czytanie wybranego artykułu wycinając wszystkie dodatki typu reklamy, bannery czy linki wychodzące,

– narzędzia typu calibre + kindle, to już rozbój w biały dzień. Nie dość, że wszystko wycinają, to jeszcze nie można zrobić przekliku do źródła. 100% złodziejstwa.

A przecież wystarczy ustawić kanał RSS, żeby podawał tylko zajawkę artykułu. Użytkownik dokona przekliku (o ile go ta zajawka zainteresuje). I wcale nie muszę się przykładać do odbierania chleba biednym blogerom, którzy w pocie czoła generują kontent.

Zarzut drugi:

ta lista (RSS) ściąga całe wpisy z bloga

Wspomniałem o tym powyżej – można ustawić sobie wyświetlanie tylko części wpisu poprzez RSS. Obok powyższego zarzutu było uzupełnienie: „Sens istnienia blogów jest taki by ktoś na te blogi wchodził, a nie by mógł czytać wszystko zbiorowo gdzieś”.

No i nie wiem jak z tym polemizować. Dla mnie sens istnienia bloga jest taki, że mam miejsce, gdzie mogę wyrazić siebie i mam czytelników, którzy chcą czytać kontent przeze mnie tworzony. Oczywiście, że nie życzę sobie, żeby treść była kopiowana do innych i generowała komuś powierzchnię, na której może zarabiać (np farmy linków). Ale to czy czytelnik przeczyta mnie z subskrypcji mailowej, poprzez RSS czy też na stronie www nie ma większego znaczenia. Liczy się to, że przeczytał, udostępnił innym do czytania lub też skomentował. Jeśli ktoś chce czytać mojego bloga przez RSS – gorąco do tego zachęcam!:)

Zarzut trzeci:

google nie lubi powtarzających się wpisów

I że niby RSS to duplikowanie treści? Google nie lubi zdublowanych treści, które są umieszczone na różnych stronach internetowych. I może nie tak nie lubi, jak ignoruje treści powtórzone. Ale jak ma się do tego kanał RSS? On tylko dostarcza treść wpisu na ekran użytkownika – nie kopiuje, nie dubluje, nie jest indeksowany. Google Reader jest narzędziem online, ale jest też masa czytników RSS w formie osobnych aplikacji. RSS to tak jak mailing – można go zmierzyć i pochwalić się statystykami.

Wniosek na koniec:

RSS przyciąga i utrzymuje użytkownika, a kraść nie ma czego

Kanały RSS i czytniki z nich korzystające mają to do siebie, że pozwalają w miarę trwale zapisać źródło ciekawej treści. Obecnie subskrybuję w okolicy 500 źródeł. Niektóre przeglądam sporadycznie, inne czytam regularnie. Te, które najbardziej mnie zaciekawią wrzucam do pocketu, zaś źródła skrócone czytam w przeglądarce. Niewątpliwie pomagają w tym Reeder (na iPadzie) i Feedly (na iPadzie oraz pod chrome). Do dużej części tych blogów na pewno bym nie wracał z co najmniej dwóch powodów:

lenistwa – nie chciałoby mi się wpisywać tych wszystkich adresów,
– braku pamięci – nie ma szans, żebym te wszystkie adresy zapamiętał. A nawet gdybym zapisał w ulubionych, to pewnie nie pamiętałbym zajrzeć, nie miałbym żadnego info o aktualizacji, etc.

Dodatkowo reklama na blogu na pewno pomaga w monetyzacji jego powierzchni. W momencie przekliku ze skróconego feeda mam okazję oglądać reklamy – czasem nawet w nie klikam, jeśli mnie zainteresują. Jednak spora część akcji reklamowych z blogerami, to głębsza integracja. Powstają w jej wyniku wpisy dotyczące samej współpracy, opisy produktów czy usług sponsora czy też galerie zdjęć ze wspólnych przedsięwzięć. A to kontent. W RSS kontent jest, a każdy czytelnik z tego źródła to zasięg. Większy zasięg, to większe zadowolenie sponsora/klienta.

update:

wpadła ta treść na mnie zupełnie niespodziewanie: http://jestkultura.pl/5-powodow-dla-ktorych-warto-subskrybowac/

podziel się ze znajomymi

5 comments for “czytanie RSSa, to okradanie blogera – rada: NIE CZYTAJ BLOGA!

  1. niedziela, 28 Październik, 2012 at 12:50

    Jak juz wspomniałem… kiedyś za brak rss/atom kamieniowali takiego blogera i to bloger musiał sie starać o czytelników. Dziś jest odwrotna tendencja, jakby komuś ktoś łaskę robił ;).

    Kasa to nie wszystko :)

  2. niedziela, 28 Październik, 2012 at 21:39

    Jakoś dziwna to teza, że czytanie RSS-ów to okradanie autorów. A przełączanie kanału w telewizorze podczas reklam to okradanie telewizji! ;)

    Tak jak napisałeś, przy tak dużej ilości różnych blogów ciężko spamiętać wszystkie które chce się odwiedzić i sprawdzać które są aktualizowane, a które nie.

  3. niedziela, 28 Październik, 2012 at 21:49

    @Łukasz – wyciągam wnioski z zarzutów, które usłyszałem. Więcej się ich nie pojawiło, aczkolwiek widzę dalej niechęć do tego typu działań.

  4. niedziela, 28 Październik, 2012 at 22:12

    Przecież w reklamy i tak klikają użyszkodnicy, którzy weszli przypadkiem na stronę a CI stali to w reklamę klikną naprawdę od wielkiego święta.

  5. Marzena L.
    poniedziałek, 29 Październik, 2012 at 12:42

    A ja naiwna traktuję RSSa tylko jako informator o nowych wpisach na śledzonych blogach, po czym przechodzę na bloga ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *