choroba zwana ‚deadline’ – da się z nią walczyć!

Deadline to takie coś, z czym niektórzy przekornie próbują walczyć. Nazywają to wtedy prokrastynacją lub przemęczeniem, zaś bardziej bezczelni po prostu lenistwem. Szczególnie w naszym kraju ludzie uwielbiają robić wszystko na ostatnią chwilę. A to przecież jest męczące na dłuższą metę.

http://www.sxc.hu/photo/1398764

Dlaczego lubisz deadline? Bo zanim nastąpi masz więcej czasu. Bo przecież to tak odległy termin. Bo masz milion innych zajęć i chroniczny brak czasu. Bo masz taki zapieprz na facebooku, że nie wyrabiasz się z pracą. Zwróć uwagę czy nie jest tak, że ciągle musisz zrobić coś bardzo pilnego/ważnego i w nieskończoność odkładasz najważniejsze obowiązki. Przy okazji odpowiedz sobie na pytanie czy faktycznie musisz co 5 minut sprawdzać portale społecznościowe lub pocztę? Ja od jakiegoś czasu regularnie wprowadzam (ze względu na specyfikę pracy) niedługie odcinki czasu, w których zajmuję się jednym, dwoma większymi zadaniami.

Wytłumaczyłem sobie, że mail z tytułem PILNE nie zawsze jest taki na już – gdyby nadawca chciał od ręki otrzymać odpowiedź, to przecież by zadzwonił. Zrób test – zobacz jak szybko na maile odpowiadają Twoi współpracownicy. Wyślij im najpierw prośbę o jakieś proste zadanie i zmierz czas odpowiedzi. Następnie w podobnej porze (ale innego dnia), gdy wiesz, że obciążenie zespołu jest zbliżone wyślij info, że masz cukierki/czekoladki i na nie zapraszasz. Gwarantuję, że ludzie z najdłuższym czasem reakcji na zadanie przybiegną pierwsi po słodkości (oczywiście próbka musi się obyć na minimum kilkunastu osobach, żeby była rozsądnie miarodajna).

Co możesz zmienić?

Przede wszystkim nastawienie. Jeśli ciągle będziesz traktować wykonanie jakiegoś zadania na termin jako męczący obowiązek, to niewiele osiągniesz. Możesz na przykład sprawdzić jak szybko wykonasz zadane zadanie. Przyjąć, że zadanie jest naprawdę ważne… albo zaplanować na 2 dni przed deadline urlop. Pewnie okaże się, że właśnie te dwa dni wcześniej wykonasz zaplanowane czynności. Czy coś przez to ucierpiało? Nie sądzę.

Możesz też polubić poniedziałek – liczy się łamanie stereotypowego myślenia!

Wyłącz wszystkie przeszkadzacze. Media społecznościowe, nieskończona ilość stron informacyjnych, fora dyskusyjne, komunikator – wszystko idealnie odciąga Twoją uwagę. Przeszkadzaczem może też być otoczenie. Włącz muzykę, załóż słuchawki – oddziel się od otoczenia. Nie ma nic bardziej anty-deadline, niż regularne rozpraszanie się i nie skupianie na głównym temacie. Ekstremalnym rozwiązaniem jest chwilowa przeprowadzka do jakiegoś pustego pomieszczenia – np.: salki konferencyjnej.

Co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze!

Tak, dokładnie zrób to, co powyżej napisałem. Ale z wszystkimi zadaniami, mailami i sprawami, które nie są istotne. Ustaw sobie kolejkę priorytetów – nawet zapisując wszystkie taski na kartce papieru, a następnie je realizuj. Czym pełniejsza lista rzeczy, którymi masz się zająć, tym łatwiej nad nimi zapanować.

Zaplanowałeś odpoczynek? Dobrze – wykorzystaj go faktycznie na relaks, ale pojutrze. Dzisiaj i jutro intensywnie pracuj. Po powrocie z wolnego będziesz dużo lepiej zorganizowany.

Wspieraj się narzędziami.

Nie bez przyczyny istnieje powiedzenie, że potrzeba matką wynalazku. Powstała cała masa oprogramowania do zarządzania czasem, zadaniami czy też całymi projektami. Wiele z nich jest dostępnych za darmo, pod wieloma platformami, więc (za przeproszeniem) możesz nawet na kiblu wszystkim zarządzać. Ja osobiście korzystam z Any.DO do wspierania się w listach todo (apka ma klientów na ios i androida oraz wtyczkę do przeglądarki), większymi tematami operuję na Asana, która umożliwia tworzenie grup i projektów oraz przypisywanie osób odpowiedzialnych i obserwujących do tasków. Listonic wspiera przy zakupach, zaś zwykły googlowy kalendarz ogarnia całodzienny chaos, który generuję. Niewiele, prawda? I tyle w zupełności wystarczy.

Oszukaj samego/-ą siebie.

Skoro tak dobrze idzie Ci odkładanie wszystkiego w czasie i skutecznie sam siebie oszukujesz, że skończysz w terminie, to spróbuj to odwrócić. Wymyślaj sobie powody, dla których koniecznie musisz zrealizować projekt wcześniej. Abstrakcja?! Taka sama, jak wymyślanie powodów na nicnierobienie.

Wiem, jednym wpisem i kilkoma poradami nie da się zmienić mentalności, którą pielęgnowało się kilka/-naście lat. Proces zmian będzie powolny i bolesny. Ale to tak jak w sporcie. Jeśli ćwiczenia nie bolą, to znaczy, że nie działają.

Życzę Ci sukcesu. Mój deadline (sztuczny) tego wpisu minął 3 dni temu. To i tak nieźle w porównaniu ze standardowym terminem 1-2 tygodni:)

podziel się ze znajomymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *