a może Singapur?

Codziennie media donoszą o naszych rodakach wracających (uciekających przed recesją) z „wysp”. Podobno Dublin i Londyn już nie są tymi wspaniałymi krainami mlekiem i miodem płynącymi. Niski kurs funta i euro względem złotówki potęguje poczucie recesji. Tymczasem kilka tysięcy kilometrów dalej jest kolejny raj dla emigrantów. Singapur – miasto-państwo. Miejsce, które w Azji plasuje się zaraz za Japonią pod względem rozwoju gospodarczego. Również PKB umieszcza ten kraj w światowej czołówce.

Ale co jeszcze Singapur oferuje? Przede wszystkim język angielski, jako urzędowy. Jedną z najniższych stóp bezrobocia, szacowaną na około 3% (wg wikipedii) oraz pomijalny wskaźnik przestępczości. Połączenie bardzo niskich podatków, zliberalizowanego rynku oraz restrykcyjnego prawa powoduje, że jakość życia jest na ponadprzeciętnym poziomie.

Co więc blokuje ucieczkę w tamte rejony świata? Na pewno koszty. Sam wylot to już spory wydatek – brak możliwości systematycznego odwiedzania rodzimego kraju oraz jeszcze stosunkowo wysokie zarobki na wyspach. Świat pędzi do przodu, ciągle się zmienia. Może jak podszlifuję język, to sam się wybiorę? Jedzie ktoś ze mną?:)

podziel się ze znajomymi

1 comment for “a może Singapur?

  1. niedziela, 14 Grudzień, 2008 at 21:18

    byłem, nigdy nie zapomnę…
    jedno co ważne to to że teraz singapur to nie to co kiedyś..wychodzisz z wody i obciekasz olejem..

    a tak to fajnie, przyjemnie, gorąco (90% wilgotności daje czadu) no i pięknie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *